wtorek, 14 kwietnia 2015

marzec-kwiecień obrazkowo

   Czas wiosenny prezentuje się obrazkowo. Dużo się działo i dzieje, 2 kolejne akcje z Otwartymi Klatkami za mną, obiady z przyjaciółmi i chyba najlepsze bezciśnieniowe święta jakie miałam w życiu. Czas leci, zaczynam ostrożnie nazywać swoje uczucia, jest coraz cieplej i coraz bliżej. Licencjat zbliża się wielkimi krokami, a ja nie mam czasu się uczyć. Doba powinna mieć 36 h.

 
Akcja "Jak one to znoszą" we Wrocławiu

pasta bez jajeczna do częstowania Wrocławian w Rynku. Fot. Alan Weiss

Fot. Alan Weiss

 Kolejny obiad z przyjaciółkami, które nie są wege, a dla mnie gotują wegańskie jadło. Jestem szczęściarą.

Burgery Jadłonomiowe w wykonaniu Gosi W.

  
Wielkanoc

spacery po Maślicach

Odra i Most Milenijny w tle

My i widok na Las Rędziński

Wegańska pomidorówka wykonaniu Kuby

samosy i salsa paprykowa

świąteczne wielkanocne bez jajeczne śniadanie

maminy żurek z wegańską kiełbą

 Detoks na roślinach czyli pokaz gotowania w wykonaniu nono

event mega udany, przyszło jakieś 70 osób

prezent od nono na zakończenie imprezy





Za dwa pierwsze zdjęcia dziękuję Alanowi, reszta kiepskiej jakości robiona zastępczym fonem, bo niestety swój utopiłam.


Pozdrawiam K.

sobota, 14 marca 2015

Powiadam Ci "ulep sobie pierogi!"

     Przedłużenie sesji, mnóstwo obowiązków w pracy i w życiu, stres, zwątpienie... takie chwile zna chyba każdy. Czas tak zapieprza, że nawet nie wiesz kiedy minął kolejny tydzień, w karku nieprzyjemna spina, w głowie lista spraw do ogarnięcia. Zmęczenie. U mnie jest to dobre zmęczenie wiem, że po coś, wiem że będą rezultaty... ale chcę po prostu odpocząć, a najlepszy relaks i odmóżdżenie dla mnie to zawsze czas z przyjaciółmi, bliskimi ludźmi  i... gotowanie, więc jeśli uda się połączyć te dwie rzeczy to jest idealnie.       

     Ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo stresujące, po ostatnim zdanym egzaminie i dopięciu kilku innych spraw, przyszła pora na... pierogi! Spotykamy się z Moniką w 4 piętrowej kamienicy na wrocławskim trójkącie i... lepimy :) Dobra herbata + pogaduchy + lepienie pierogów = relaks. Połowa naszych pierogów była wegańska dla mnie, a druga połowa dla Moniki i Bartka była tradycyjna, jednak nie poradziłybyśmy sobie bez dobrej ściągi, z pomocą przyszedł nam kanał Otwartych Klatek i film o pierogach ruskich :)
trochę nam szyba zaparowała przy gotowaniu
wałkujemy
sprawdzamy grubość ciasta, wałkujemy do porządanej grubości
wycinamy i lepimy pamiętając żeby starannie skleić brzegi ;)
gotujemy
cieszymy się z rezultatów, bo nic nam się nie rozleciało!
voila!

Monika dzięki za foty. Pozdrawiam K.


czwartek, 19 lutego 2015

WEGANIZM = AKTYWIZM czyli jak płynie moje życie na weganie

         Jak mi jest w tym wegańskim życiu? Całkiem normalnie, jem, spotykam się przyjaciółmi, poznaję nowych ludzi, pracuję, studiuję, śpię, czytam, jem pyszne rzeczy, działam dla zwierząt. Jestem szczęśliwa. Normalne, fajne życie.

        Poznaję nowych ludzi. Pisałam kiedyś, że znam samych mięsożerców i w najbliższym otoczeniu nie mam żadnych wegusów. Trochę się pozmieniało poznałam sporo wege ludzi i to jest naprawdę fajne, nie muszę niczego dla mnie oczywistego tłumaczyć enty raz ;) 
         O działaniu w Otwartych Klatkach myślałam od dawna, ale jakoś nagrałam sobie, że nie znajdę czasu, poczekam do końca studiów, ale nie wytrzymałam. Czeka mnie wiele wyzwań i jaram się tym. A jak to wygląda od środka? Jacy są ludzie z Otwartych Klatek? Mega zajarani tym co robią, otwarci  i świetnie zorganizowani, zero niepotrzebnej spiny i sadzenia się. Komunikacja w grupie nie do opisania, po prostu same konkrety. Praca z nimi to czysta przyjemność. Poznałam też swoją ulubioną blogerkę, którą czytam od kilku lat i poczułam się jakbym poznała jakiegoś celebrytę /to złe określenie/ i nie napiszę, którą, bo nie chcę wyjść na jakiegoś psycho fana.

         Stuknął mi też kolejny rok, urodziny trwały kilka dni. Dostałam foremki na tartaletki, pudełko z muffinami,bilet na koncert, kokilki z pokrywkami w moim ulubionym atramentowym kolorze i ręcznie robioną biżu. Nieźle się zaczyna ten rok.

          Poza tym... poznałam też kogoś bardzo kompatybilnego ze mną i się na nowo „oswajam” z taką rzeczywistością.

Jemy sobie...
Vegan sushi friday <3

Działam. Zorganizowaliśmy projekcję filmu, po której była dyskusja, a na koniec degustacja produktów na bazie tofu. Polsoja Smacznie Zdrowo i Lekko było sponsorem tofu na tej imprezie. W menu znalazły się m.in.: Tofurniki, ciasto daktylowe, mini serniczki pomarańczowo marchwiowe na zimno, chilli con tofu, kilka obłędnych past i domowy chleb na zakwasie. Wszystko zrobione przez wolontariuszy wrocławskiej grupy Stowarzyszenia Otwarte Klatki. 



Przyszło ponad 50 osób. Niezła frekwencja. 
Stoisko Otwartych Klatek było oblegane :)
 Znowu jem...

i... znowu jem czyli vegan lunchbox w pracy
rukola, sok z limonki, gruszka,papryka, avocado, ocet balsamiczny, sezam, sól himalajska, świeżo zmielony pieprz
Zakuwam, yyy no tu widać jak ;)
dobra lektura i kawa na sojowym

O dziwo moja waga jest w normie. Pozdrawiam K.

P.S. Za zdjęcia dziękuję Joasi Golczyk i Marcie Witkowskiej.

wtorek, 13 stycznia 2015

Pasztet z bakłażana, papryki, pieczarek i szalotek. Nie tylko dla roslinożerców.

Przepis na pasztet ma niezły poślizg. Miał być zaraz po świętach, ale studia i sprawy osobiste na tyle mnie pochłonęły, że nie miałam kiedy tego wrzucić. No, ale już jest oto on… „Pasztet wegański, zdrowy i na bogato”. W smaku pikantny i aromatyczny, wnętrze wilgotne. Można go kroić na kanapki, lub rozsmarowywać, albo pokrojony w grubsze plastry obsmażać i zajadać z jakąś surówą. Od świąt piekłam już kolejne trzy. Uwaga: problemem tego pasztetu jest szybkie znikanie.



Składniki:
 małe, zielone papryki lub 2 średnie /czerwone lub żółte, jak kto woli/
 spory bakłażan,
 7 sporych pieczarek,
 2 szalotki,
 woreczek kaszy jaglanej 100 g./ja kupuję tę w woreczkach, w popularnym dyskoncie/,
 1,5 łyżeczki soli,
 1,5 łyżeczki majeranku,
 1 łyżeczka cząbru,
 1 łyżeczka "Sabji masali" /lub curry/
 Zagęstniki: 3/4 szklanki bułki tartej, 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej /w wersji bezglutenowej używamy zmielonych płatków owsianych/.

Wykonanie: Bakłażana i paprykę kroimy w kostkę i dusimy pod przykryciem /na łyżce oleju/ z dodatkiem przypraw, aż zmięknie. Po wystygnięciu blendujemy. 

Osobno dusimy pieczarki i szalotki pokrojone w półplasterki.

Kaszę jaglaną gotujemy zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.
Do zblendowanej papryki i bakłażana dodajemy kaszę, uduszone pieczarki z szalotkami, mieszamy i doprawiamy do smaku w razie konieczności. Dodajemy zagęstnik czyli mąkę ziemniaczaną i bułkę tartą. Mieszamy.

Pieczemy w dużej keksówce przez 1,5 godz. w temp. 200 C. Pasztet po upieczeniu i wystygnięciu wsadzamy do lodówki na kilka godzin do porządnego schłodzenia. Najlepiej wstawić go do lodówki na noc i zajadać na następny dzień.

P.S. cząber i majeranek rozcieram w dłoniach, aby lepiej uwolniły aromat i dopiero wrzucam do bakłażana i papryki.

Smacznego.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

PIERWSZE ŚWIĘTA NA WEGANIE - łatwiejsze niż myślisz

    W tym roku zaliczyłam swoje pierwsze całkowicie wegańskie święta i było to łatwiejsze niż myślałam. Jarałam się tym jak głupia. Szukałam przepisów, inspiracji i miksowałam to wszystko w swojej głowie. Startery "Otwartych Klatek" i e-booki "Empatii" znacznie ułatwiły mi życie. Pomocą służyli także ulubieni wegańscy blogerzy.

    Niczego gotowego nie kupowałam, wszystko z rodzicami robiliśmy sami. Na stole oprócz niewegańskich potraw, które jadła moja rodzina, znalazło się kilka całkiem „dziewiczych”, wegańskich smaków m.in. „seleryba”. Moja rodzina jest bardzo mięsożerna, a mama z wykształcenia jest rzeźnikiem-masarzem /nie pracuję w zawodzie, ale widziała jak wygląda ubój/. Mimo to całkowicie akceptuje moje życiowe wybory. Nie indoktrynujemy się nawzajem, po prostu rozmawiamy. Podzieliłam się gotowaniem i pieczeniem z rodziną. A potem to już gładko poszło. Czas przed świętami spędzałam głównie w kuchni, czyli tak jak lubię najbardziej. Pierwszy raz piekłam też wegański, bezglutenowy pasztet. Pasztet wyszedł pyszny, mój mięsożerny brat powiedział, że smakuję jak "mięso" i że mam iść w stronę pieczenia, bo mi dobrze idzie. Z jego zdaniem bardzo się liczę, więc tym bardziej jest mi miło.



Przed świętami  dzwonię do domu
Ja – Cześć mamo, czy mogłabyś zrobić w tym roku jakieś ciasto bez jajek?
Mama – hmm… jak to?
Ja – No, bo ja bym chciała bez jajek…
Mama – Myślałam, że jesz jajka, chyba mówiłaś, że czasami będziesz jeść…
Ja – /sekunda ciszy/ Kłamałam…
Mama – Aha /śmieje się/ ok. no to ściągnij mi jakiś przepis to zrobię, albo o! weź mi powiedz, o co chodzi z tym agarem ;) albo Ty zrób jakieś ciacha, a ja zrobię pierogi itp.

W menu dla mnie w tym roku znalazły się m.in.
1. Pasztet z bakłażana, zielonej papryki, pieczarek, szalotek i kaszy jaglanej,
2. Ciasto Brownie "Jadłonomiowe",
3. Ciasto bananowe z cynamonem i wanilią + bita śmietana kokosowa,
4. Seleryba /seler w glonach nori, panierowany i smażony/,
5. Sałatka jarzynowa "klasyczna" z sojonezem i Panem Tofu,
6. Boczniaki ostrygowate w chrzanowej panierce,
7. Barszcz z uszkami,
8. Pierogi z kapustą i grzybami,
9. Pan Tofu po grecku 


 Aha i żeby nie było sałatkę robiłam z tatą, pierogi, uszka i barszcz produkowała mama, reszta "made by" Mały głodomor i żadnego lenistwa i kupowania gotowców. 

Boczniaki ostrygowate w chrzanowej panierce.
Mamine pierogi z kapustą i grzybami, podsmażone tak jak lubię.
Pasztet z bakłażana, zielonej papryki i kaszy jaglanej z pieczarkami i szalotkami. Gluten free. Mniam!
Maminy barszcz z uszkami i kompot z suszu. Mistrzostwo świata.
i Brownie wyszło z pieca.
    Później rozmawialiśmy też o hodowli zwierząt na futra i o GMO czyli „tradycyjne” Polaków rozmowy przy wigilijnym stole ;).  Dostałam wegańskie kosmetyki, piękną czapkę z akrylu "made by" Wredny smok i Pin-upowy zeszyt. Gęba się cieszyła.

Rozmowy przy stole 
Mama/Tato – Nie mogłaś zostać już przy tym wegetarianizmie?
Ja – Nie, nie mogłam.
Mama – Dlaczego? przecież to będzie trudne /zmartwiona/
Ja – Bo… /i tu podałam kilka powodów dlaczego obchodzą mnie realia związane z przemysłową hodowlą zwierząt. Wyjaśniałam, że jeśli świat tak funkcjonuje, to nie znaczy że mam się z tym zgadzać i dlaczego dzięki weganizmowi wyrażam swój sprzeciw/ poza tym obecnie jest tyle źródeł informacji do których można sięgnąć, że to wcale nie jest dla mnie trudne.
Mama – Ok. w porządku, rozumiem. Jeśli tylko będziesz to robić w głową, to w porządku.
Tato – Mmmm... no, ok... /wgryzając się w ciasto bananowe z bitą śmietaną koko/

   Dieta roślinna i weganizm nie sa takie trudne jak się wydaje, wymagają trochę "rozkminy" tematu, ale jest to do ogarnięcia.  Przydaje się jednak posiadanie takiego "magicznego narzędzia" jakim jest... umiejętność czytania ;).  Niczego sobie twardo nie narzucam, nie wiem czy będę w 100 % vegan na dłuższą metę, ale chce spróbować być jak najbliżej "zielonej" granicy. Każde ograniczenie czy to spożycia mięsa, czy mięsa i nabiału w praktyce poprawia los zwierząt. :)


poniedziałek, 24 listopada 2014

Czerwona soczewica i papryka - idealna para do jesiennej zupy

Ostatnio Wredny smok przyniósł mi pyszną zupkę, zainspirowałam się i powstała pyszna, rozgrzewająca i kolorowa zupa idealna na chłodne, jesienne dni. Połączenie papryki i soczewicy bardzo mi zasmakowało więc zupa wchodzi na stałe do menu.

Składniki:
  Opakowanie czerwonej soczewicy 200 g
  6 małych marchewek 
  1 żółta i 1 czerwona papryka
  1 cebula
  Garść cukinii pociętej w paski 
  Kawałek selera 
  2 duże ziemniaki
  1 mała pietruszka
  1 mały por 
  Łyżka oleju rzepakowego
  2 kostki bulionu warzywnego bio albo innego
Łyżeczka koncentratu pomidorowego, dla koloru /opcjonalnie/
  Przyprawy: słodka papryka, pieprz kajeński, sól morska lub himalajska różowa, sos sojowy /opcjonalnie/

Warzywa: marchewki, paprykę, cukinię i cebulę kroimy w paski, albo w julienkę jak to mówi Pascal ;). Wrzucamy do garnka z wodą i dwiema kostkami bulionowymi. Po drodze wsypujemy: sól,  słodką czerwona paprykę, nie żałujemy jej sobie i pieprz kajeński /tu uwaga: ma być szczypta, co by gościom twarzy nie wykręciło... no chyba, że nam oto chodzi/. Dodajemy łyżkę oleju. Gotujemy ok. 20 min. Wrzucamy ziemniaki pokrojone w kostkę i gotujemy 5 minut, wsypujemy soczewicę i gotujemy całość 15-20 min, aby  nie rozgotować. Wyłączamy gaz: ostro się hamujemy, żeby z łakomstwa nie poparzyć ozora i czekamy, aż trochę przestygnie. Zapraszamy znajomych i łakomie zajadamy.

Smacznego K.

środa, 12 listopada 2014

kto i co najlepiej podnosi mi poziom endorfin

   Jadę sobie tramwajem i czuję że mnie łapie jakąś jesienna chandra, a tu SMSiak od moich wariatek. Zaprosiły mnie na późny obiad i mimo, że same nie są wege, ani tym bardziej wegan zrobiły mi wegańskie żarcie. Na obiados "przegrzebki" z sosem z białego wina i mleka koko i kaparami, a na deser, co prawda nie wegańskie, ale za to bezglutenowe ciasto pomarańczowo migdałowe. Postaram się niedługo zweganizowac ten przepis zobaczymy czy mi wyjdzie…

   Pogoda jaka jest każdy widzi, lubię jesień, ale musze się pilnować żeby za dużo nie rozkminiać i nie wpadać w ten „nieśmieszny” nastrój. Niezawodnymi sposobami na podniesienie poziomu endorfin są przyjaciele m.in. moje małpy z Krzyków, albo w tym przypadku moje wariatki z Daszyńskiego. Aby przetrwać ponure pory roku trzeba sobie znaleźć jakieś sposoby na doładowanie akumulatorów: spędzać jak najwięcej czasu z bliskimi ludźmi, dużo czytać, oglądać, chodzić na spacery, albo /w moim przypadku działa najlepiej/ na taniec. Każdy ma cos takiego, wystarczy się zastanowić co nas „podnosi”, myślę, że bez trudu można wymienić przynajmniej 5 takich „baterii”:

1.    Przyjaciele – małpy, wariatki i inne śmieszne stwory
2.    „Biesiadowanie” /jedzenie - najlepiej wegańskie, pogaduchy, śmiech/
3.    Spacery
4.    Głaskanie futer
5.    Taniec, ruch
6.    Czekolada „maj low” ;)

"przegrzebki" najlepiej smakują posypane świeżo zmielonym pieprzem

Gosia i Doris. Omnomnom :)

mistrz kuchni poleca, czyli "przegrzebki" w wykonaniu Gosi :)

przepis dla mnie "po polsku" :P

ciacho pomarańczowo migdałowe
Prezent od Doris, która w ostatni weekend eksplorowała łódzkie knajpy, opuszczone fabryki włókiennicze i odwiedziła też sklep firmowy "Pan tu nie stał".

 Pozdrawiam ciepło K.