Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie gotowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie gotowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 listopada 2015

LISTOPADOWE PESTO na DEPRECHĘ

Za oknem szaro, buro i depresyjnie. Skutecznie zwalczam taki nastrój kolorami z kuchni. Pan Tofu i Pietruszka to pogromcy mojej koleżanki deprechy. Jesienią należy pokazywać jej środkowy palec.

Fot. Monika Małek
Fot. Monika Małek
Składniki:

♥ 2 spore pęczki natki pietruszki
♥ 8 łyżek pestek dyni lub słonecznika
♥ 2 lub 3 ząbki czosnku
♥ 5 łyżek roztartego, naturalnego tofu /wegetarianie mogą użyć sera typu bursztyn czy jakiegoś innego późno dojrzewającego, byleby z podpuszczką mikrobiologiczną i ominąć wtedy płatki drożdżowe/
♥ łyżka płatków drożdżowych
♥ 8 łyżek oliwy extra vergine
♥ 2 łyżeczki octu jabłkowego lub balsamicznego
♥ 2 łyżeczki skórki startej z cytryny /łyżeczka soku z cytryny opcjonalnie/
♥ Świeżo mielony czarny pieprz i sól morska lub himalajska


Wykonanie:


Z natki pietruszki usuwamy grubsze części łodyg i szatkujemy. Pestki dyni lub słonecznika prażymy na suchej patelni i lekko kroimy, żeby nam się później lepiej zblendowały. Wszystkie składniki blendujemy. Doprawiamy solą morską i świeżo mielonym pieprzem do smaku. Możemy dodać ciut więcej oliwy lub soku z cytryny, to już jest kwestia indywidualna każdego głodomora. Podajemy z ulubionym makaronem i pokrojonymi na ćwiartki pomidorkami koktajlowymi lub na grzankach.
Smacznego K.

wtorek, 27 października 2015

Tunezyjska Harissa

    Kolejny przepisz z ciepłych krajów, bo za oknem ziąb więc trzeba się rozgrzewać. Przepis jest inspirowany wskazówkami rodowitej Tunezyjki. Harissa to świetny składnik, który podrasuje nam potrawy i nada im wyrazisty, pikantny smak.
 
Fot. Monika Małek


Składniki:

30 suszonych papryczek chilli
3 ząbki czosnku
Sól morska
1 łyżeczka kminku
2 łyżeczki kminu rzymskiego
2 łyżeczki owoców kolendry
1,5 łyżeczki suszonej, zmielonej mięty
Opcjonalnie 1 łyżeczka świeżego, tartego imbiru


Wykonanie:


Papryki zalać wrzącą wodą na około 40 minut. Odsączyć z wody i usunąć nasiona. Czosnek przecisnąć przez praskę lub rozgnieść. Kolendrę, kminek i kmin rzymski utłuc w moździerzu. Wszystkie składniki zblendować, dodać oliwę. Harissę po zalaniu oliwą można przechowywać w lodówce do 4 tygodni. Może stanowić dodatek do sosów, zup, marynat, past, kanapek, dipów, kasz i makaronów. Można ją dodać również do farszu na pierogi, posmarować grzanki, dodać do "majonezu" itd.
                                                           
                                                                          Smacznego :)
 

poniedziałek, 24 listopada 2014

Czerwona soczewica i papryka - idealna para do jesiennej zupy

Ostatnio Wredny smok przyniósł mi pyszną zupkę, zainspirowałam się i powstała pyszna, rozgrzewająca i kolorowa zupa idealna na chłodne, jesienne dni. Połączenie papryki i soczewicy bardzo mi zasmakowało więc zupa wchodzi na stałe do menu.

Składniki:
  Opakowanie czerwonej soczewicy 200 g
  6 małych marchewek 
  1 żółta i 1 czerwona papryka
  1 cebula
  Garść cukinii pociętej w paski 
  Kawałek selera 
  2 duże ziemniaki
  1 mała pietruszka
  1 mały por 
  Łyżka oleju rzepakowego
  2 kostki bulionu warzywnego bio albo innego
Łyżeczka koncentratu pomidorowego, dla koloru /opcjonalnie/
  Przyprawy: słodka papryka, pieprz kajeński, sól morska lub himalajska różowa, sos sojowy /opcjonalnie/

Warzywa: marchewki, paprykę, cukinię i cebulę kroimy w paski, albo w julienkę jak to mówi Pascal ;). Wrzucamy do garnka z wodą i dwiema kostkami bulionowymi. Po drodze wsypujemy: sól,  słodką czerwona paprykę, nie żałujemy jej sobie i pieprz kajeński /tu uwaga: ma być szczypta, co by gościom twarzy nie wykręciło... no chyba, że nam oto chodzi/. Dodajemy łyżkę oleju. Gotujemy ok. 20 min. Wrzucamy ziemniaki pokrojone w kostkę i gotujemy 5 minut, wsypujemy soczewicę i gotujemy całość 15-20 min, aby  nie rozgotować. Wyłączamy gaz: ostro się hamujemy, żeby z łakomstwa nie poparzyć ozora i czekamy, aż trochę przestygnie. Zapraszamy znajomych i łakomie zajadamy.

Smacznego K.

wtorek, 21 października 2014

POKONANIE POTWORA i WEGAŃSKIE WARSZTATY czyli o tym jak czasami wszystko się układa :)

   Jakiś czas temu pisałam o tym jak mi się świat wali na głowę, ale spinam dupę i się nie poddaję. Nie było łatwo wytrwać w tym byciu „twardzielem”.  Co innego jeśli nam się zwala jeden problem, a co innego gdy nadwyrężeń jest więcej. Dałam radę i po raz kolejny utwierdziłam się w tym, że życie jest trochę popapraną sinusoidą i żeby o tym nigdy nie zapominać. Jeśli przez dłuższy czas jest naprawdę źle to trzeba pamiętać, że nie będzie tak zawsze… i nie można się poddawać.
   Niedawno udało mi się rozwiązać jeden poważny problem, przez który od kilku miesięcy miałam wrażenie jakbym żyła pod wodą… Na wiosnę dowiedziałam się, że miasto Wrocław szykuję przeciwko mnie pozew, ponieważ ktoś inny narobił potwornych długów, a ja dla takiej windykacji jako osoba ze stałym, pewnym dochodem, byłam łatwym celem. Najważniejsze w takiej podbramkowej sytuacji to po pierwszym wkurwie trzeba trochę ochłonąć i się zastanowić jak można rozwiązać problem, w tym przypadku padło na wybór darmowej porady prawnej. We Wrocławiu jest kilka miejsc, w których dyżurują darmowi prawnicy m.in. przy ulicy Szajnochy /Biuro Porad Obywatelskich/. Polecam wszystkim, którzy znaleźli się w podbramkowej sytuacji i nie wiedzą co robić. Najgorsze co można zrobić to się poddać,  nie znając swoich praw i możliwości rozwiązania problemu. Nikt nie jest alfą i omegą, czasem trzeba wyciągnąć rękę po pomoc. Opłaciło się postąpiłam zgodnie z tym co poradziła mi prawniczka, kilka miesięcy zajęło mi żeby pozbierać potrzebne dokumenty. Znaleźli się dobrzy ludzie, którzy mi w tym czasie pomogli i udało się.
   Teraz trochę czuję się jakby mi ktoś rozwiązał pętle z szyi, mogę oddychać i spać spokojnie. I nawet nie chce myśleć jak wyglądałoby moje życie gdybym się załamała tą sytuacją i zaczęła spłacać tę horrendalną kwotę. Brrrrr :P

Moje życie w moich rękach ;)
    Jakby tego było mało udało mi się /wspominałam o tym na fanpejdżu/ zorganizować wegańskie warsztaty kulinarne u siebie w pracy. Inicjatywa została przemycona przy okazji dużego projektu kulturalnego zwanego Senioraliami /obchody dnia seniora/, które są organizowane we Wrocławiu przez kilka instytucji, jest to duża i chętnie odwiedzana przez osoby starsze impreza. Sam warsztat okazał się strzałem w przysłowiową 10tkę. Zapisało się około 30 osób. Strasznie mi zależało żeby zainteresować weganizmem tę grupę wiekową, żeby posłuchali o takim stylu życia od osób, które żyją tak na co dzień i zajmują się profesjonalnie gotowaniem i przekonali się że nie jest to takie dziwne jak sądzą.
   Na początku warsztatu prowadzące – szefowe Latającej kuchni musiały przebić się trochę przez zakorzenione stereotypy, usłyszały nawet pytania o poziom hemoglobiny. Poradziły sobie świetnie, z uśmiechem na ustach i spokojem wyjaśniały wszelkie niejasności, gotowały dania pełne aromatycznych przypraw. Zapach tak się roznosił, że pachniało już przy wejściu na korytarz, przy windzie. Niespodzianką tych warsztatów był poczęstunek, oprócz samego pokazu gotowania, przyrządzania, past, dipów, sals, bułek, sałatek i curry uczestnicy mogli skosztować wegańskich potraw. Sam temat wzbudził naprawdę spore zainteresowanie, notowano przepisy i zachwycano się smakiem potraw. I pomimo, że oczywiście nie liczę na to że uczestnicy przejdą na weganizm, to może dzięki temu spojrzą łaskawszym okiem na styl życia swoich dzieci, wnuków czy znajomych i przemycą czasem jakąś wegańską salsę na swój stół. Było pysznie! Życie jest pyszne. :)

przygotowania do warsztatów
bezglutenowe bułki z własnego wypieku i mnóstwo zdrowej surowizny

salsa śliwkowa, hummus, twarożek ze słonecznika, pasta z zielonego groszku, kiełki i słonecznik
Tabouleh z kaszy bulgur ze świeżą miętą
trzy szefowe kuchni z humorem odkrywają przed uczestnikami tajniki kuchni roślinnej
salsa śliwkowa w trakcie przygotowania
warzywne curry z dynią i mlekiem kokosowym. Pycha!
Mistrzostwo świata czyli biszkopt na cydrze, bita śmietana kokosowa i maliny /ostatnia fotę zrobiła J.G./

   P.S. Zaliczyłam też sesję, oficjalnie adoptowałam już Kluskę moją tymczaskę i udało mi się namówić pewnego autora, żeby poprowadził warsztaty z moimi osadzonymi. To jakieś śmieszne prawo kosmosu, pozytywy się klonują. :)

Pzdr K.

poniedziałek, 22 września 2014

Przytulone papryki



 


Składniki:
Połówka naturalnego zamordowanego Pana Tofu
Papryka czerwona /u mnie 2 szt./
Czerwona fasola, pół puszki
Pół szklanki ryżu
1 Duża cebula
1 mała cukinia
Garść oliwek
Woda z oliwek /z połowy słoiczka/
Płatki drożdżowe /opcjonalnie/
Przyprawy: mieszanka do Pesto Rosso /u mnie z Pachnącej księgarni przy Wita Stwosza/, himalajska sól różowa, świeżo zmielony pieprz, papryka mielona słodka, czosnek granulowany

Przygotowanie: Tofu kroimy w kosteczkę i przyrumieniamy na złoto dodając szczyptę soli różowej, potem dodajemy cebulę pokrojoną w kostkę smażymy aż zmięknie i zrobi się złota, dodajemy cukinię pokrojoną w półtalarki, pod koniec oliwki pokrojone w pół plasterki i czerwoną fasolę. Smażymy jakiś czas podlewając wodą z oliwek i uważamy aby cukinia za bardzo nie rozmiękła. W czasie smażenia doprawiamy do smaku. Dodajemy ugotowany ryż. W tym samym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 C, myjemy i wydrążamy papryki. Nadziewamy je farszem i posypujemy płatkami drożdżowymi. Zapiekamy ok. 45 min. Voila! /jeśli pieczecie więcej niż 2 papryki zwiększcie temperaturę, lub wydłużcie czas pieczenia/

Smak jest naprawdę fajny, oliwkowy aromat farszu fajnie się komponuje ze słodyczą papryki :)

Do farszu możemy dodać kilka łyżeczek płatków drożdżowych rozpuszczonych w odrobinie wody w której gotował się ryż, ale nie koniecznie.

Ilość na farsz jaką podałam wystarcza do wypełnienia 4 papryk, ja zrobiłam sobie 2 sztuki, a z reszty farszu po zmiksowaniu z czerwoną fasolą, słoneczkiem i rozrobionymi w wodzie po ryżu płatkami drożdżowymi wyszła mi pyszna pasta do chleba.

Smacznego.

niedziela, 7 września 2014

Wegański beszamel i więcej weganizmu.


Zapiekanka pod beszamelem 

Ziemniaki, 
marchewka,
cebula,
uprażony na suchej patelni słonecznik,
posiekana natka pietruszki
2 szklanki mleka sojowego,
2 łyżki margaryny roślinnej/bezmlecznej,
Przyprawy: różowa sól himalajska, pieprz, gałka muszkatołowa, papryka mielona słodka, tymianek     

Przygotowanie: Marchew obieramy i kroimy na niezbyt cienkie plasterki/kawałki, ziemniaki też na nie za cienkie plasterki. Marchew wrzucamy do gara z wodą i gotujemy, po 10 minutach dorzucamy ziemniaki i oba warzywa obgotowujemy tak, żeby widelec dał się wbić ale ich nie rozgotowujemy. Cebulę kroimy w kosteczkę i smażymy do miękkości.
Sos: 2 łyżki margaryny roztapiamy na patelni i dodajemy 2 łyżki przesianej mąki, całość chwilkę zasmażamy, zaczną się robić takie bąbelki (nie przypalamy :P), dolewamy pomału 2 szklanki mleka sojowego, mieszamy pomału tak żeby nie było grudek. Dodajemy szczyptę soli, pieprzu i gałkę muszkatołową. Cały czas mieszamy, jak zgęstnieje i będzie jednolity to zdejmujemy z gazu.
Silikonową formę na tartę, albo jakąś inną smarujemy oszczędnie olejem i wysypujemy podgotowaną marchew i ziemniaki, przekładamy trochę podsmażoną cebulką /odsączoną z oleju, na którym się smażyła/, posypujemy prażonym słonecznikiem, sypiemy paprykę, sól himalajską i  tymianek, mieszamy. Całość polewamy sosem beszamelowym i zapiekamy ok. 20 min. W 180 stopniach, aż góra zrobi się złocista. Po wyjęciu z piekarnika posypujemy resztą uprażonego słonecznika i posypujemy natką. Smacznego! :)

Vegan lifestyle
W moim życiu jest coraz więcej weganizmu, jakiś rok temu zaczęłam ostrożne rozkminy tematu, zabawę przepisami, szukanie kosmetyków cruelty free. W miarę upływu czasu coraz więcej czytałam, trochę oglądałam i moja świadomość niektórych tematów znacznie wzrosła. Gdzieś pod skórą kiełkowała myśl o byciu real Vegan. W miarę ogarniania tematu pomału ograniczałam (rezygnowałam jest tu złym określeniem) jedzenie jajek i mleka. Wypróbowywałam też przepisy na sojtany, sojonezy, pasty, zapiekanki, dipy, pesta i całe mnóstwo innych pyszności. Coraz bardziej jarało mnie robienie sobie tego samodzielnie i odkrywanie wciąż nowych, nowych smaków. Jajek i mleka praktycznie nie kupuję, jogurtów też, śmietanę robię sobie sama, bo krowia mnie odrzuca. Sama nie wiem kiedy moje życie stało się takie wegańskie :). Nie muszę oglądać filmów nt. przemysłu mięsnego, mleczarskiego czy jajczarskiego, żeby wiedzieć, że taki proceder jest zły. Czasem mnie coś zainteresuje, obejrzę, a potem zbieram się jakiś czas plując sobie w brodę, jak mogłam przez dwadzieścia kilka lat się do tego przykładać. 
Kiedyś na początku drogi wege sama postrzegałam weganizm jako coś ortodoksyjnego i wynikało to z nieświadomości pewnych spraw, braku głębszego zainteresowania się problemem wykorzystywania zwierząt. Teraz myślę, czuję i rozumiem, że weganizm jest jakimś wyjściem, jakimś rozwiązaniem problemu, sposobem na ograniczenie masowego cierpienia i wyzysku zwierząt. Nie znam innego, który byłby łatwiejszy do wprowadzenia w swoje życie, rzeźnie i fermy same nie znikną, a zmieniając swój styl życia można to ograniczyć. 
Nie wiem, czy uda mi się być w 100% Vegan, nie wiem, na razie to wygląda tak, że przestałam też kupować sery. Zobaczymy, niczego sobie nie narzucam, wiele rzeczy przychodzi mi naturalnie, bez wysiłkowo inne wymagają więcej ogarniania. Póki co, cały czas jestem na etapie "weganizującego wegetarianizmu". Kiedyś przejmowałam się bardzo, co ludzie powiedzą na moje bycie wege, przerobiłam kilka nie fajnych sytuacji. Dopiero teraz, po kilku latach bycia wegusem pomału zaczyna mi to zwisać, sama nikogo nie indoktrynuję, nie chcę też żeby ktoś to robił w stosunku do mnie. Do cudzych wyborów podchodzę ze spokojem, przy wspólnym jedzeniu, nikomu nie mówię co i jak ma jeść. Każdy jest odpowiedzialny siebie samego i za to jaki świat kreuje wokół siebie. Ja jestem odpowiedzialna przede wszystkim za siebie i swoje wybory i na tym się skupię.
Jedyne futra jakie noszę: (od lewej) Kluska zwana Rysią i Bajka zwana Bajuchą diabliskiem :) sierściuchy śpiące na starym obrusie.
Pzdr.