Pokazywanie postów oznaczonych etykietą styl życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą styl życia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2015

Głodomor nadaje

           Od pewnego czasu cisza na blogu, Głodomor siedzi cicho i nic nie pisze. Nie znaczy to że umarł z głodu, albo wrócił do mięsarianizmu, znaczy to po prostu tyle, że na swą rudą głowę wziął sobie dużo i cisnął tematy żeby wyrobić normę, jak na wiecznie głodnego wrażeń potwora przystało. 

          Mój styl życia cały czas kręci się wokół weganizmu i roślin, ale jakby kto pytał to formalnie nie jest w 100% wegański, tzn. że moja dieta jest w 99% roślinna. Nie potrzebuję etykietki 100% vegan, ważne dla mnie jest, że w praktyce ograniczam produkty odzwierzęce, na tyle na ile jest to dla mnie możliwe. Jeśli oczekujecie po tym blogu wpisów tru-wegańskich to takich nie będzie.

 Przez ostatnie tygodnie miałam kupę roboty, studia, praca i Veganmania. W tym roku miałam okazję ogarniać festiwal, cały czas działam z lokalną wrocławską grupą Otwartych Klatek i zajmowało mi to sporo czasu. Kończę też studia i zwyczajnie mam sesję /kilka egzaminów/ i przygotowania do najgrubszego czyli licencjackiego. Pracuję też normalnie 8 godzin dziennie,  więc zajęć mi nie brakuje. Trochę przegięłam z tymi obowiązkami, bo w pewnym momencie już mi mózg parował, żeby wszystko zrobić na czas. Mało jadłam, prawie nie gotowałam, nie sprzątałam i spałam po maksymalnie 4 godz. na dobę – przy dobrych wiatrach – więc lekko nie było. Sporo czasu w mojej głowie zajmuje też myślenie o moim boyfrendzie i tym w co się razem bawimy. Dużo jest tego rozkminiania, emocji i przeżywania różnych rzeczy w głowie.

Są sprawy, w które się zaangażowałam w zeszłym roku, które mnie nakręcają, sprawiają, że czuje się „na miejscu” i nie wyobrażam sobie, że mogłabym tego nie robić. Przy okazji organizacji Veganmanii nauczyłam się bardzo dużo, poznałam mnóstwo genialnych osób /m.in. Klaudynę i Michała Andrijewskich z córką Matyldą - Klaudyna jest autorką "Tosi i Pana Kudełko" i Dianę Szumilas dietetyczkę i autorkę bloga Vegan Corner/ –  przez cały czas mogłam liczyć na pomoc reszty grupy. Otwartoklatkowi to naprawdę świetni ludzie, pełni zapału do pracy. Wolontariat w OK. polecam każdemu z czystym sumieniem. 

Veganmania Komando
Dzieje się.
Rodzina Andrijewskich - "Rodzina na roslinach" czyli rozmowy o wegerodzicielstwie.
"Vegan INK" - benefit tatuatorski. Na zdjęciu Winiol Tattoo.
 Zmierzloki Tattoo.
Kasia Krutak, Redberry tattoo studio.
Sugar Szop.
Pan Pieróg czyli Pierogi z Jasienicy.
Dobra Kreska.
Strefa Otwarte Klatki Kids i Mortycja
ekipa Zdrowej Krowy, z prawej Nono.
wystawa Kasi Krutak.
 Z prywaty powiem jeszcze że moje przeczołgane po ziemi, skostniałe serducho naprawdę zmiękło i jestem szczęśliwa z moim osobistym kibicem, chociaż w głowie jeszcze cały czas cykor siedzi. Czas leci, mijają kolejne miesiące i jest dobrze, ale o tym może coś więcej w innym poście ;)

Hummusożercy <3

Za zdjęcia dziękuję Monice Małek i Asi Golczyk.
  Pozdrawiam K.
 

wtorek, 14 kwietnia 2015

marzec-kwiecień obrazkowo

   Czas wiosenny prezentuje się obrazkowo. Dużo się działo i dzieje, 2 kolejne akcje z Otwartymi Klatkami za mną, obiady z przyjaciółmi i chyba najlepsze bezciśnieniowe święta jakie miałam w życiu. Czas leci, zaczynam ostrożnie nazywać swoje uczucia, jest coraz cieplej i coraz bliżej. Licencjat zbliża się wielkimi krokami, a ja nie mam czasu się uczyć. Doba powinna mieć 36 h.

 
Akcja "Jak one to znoszą" we Wrocławiu

pasta bez jajeczna do częstowania Wrocławian w Rynku. Fot. Alan Weiss

Fot. Alan Weiss

 Kolejny obiad z przyjaciółkami, które nie są wege, a dla mnie gotują wegańskie jadło. Jestem szczęściarą.

Burgery Jadłonomiowe w wykonaniu Gosi W.

  
Wielkanoc

spacery po Maślicach

Odra i Most Milenijny w tle

My i widok na Las Rędziński

Wegańska pomidorówka wykonaniu Kuby

samosy i salsa paprykowa

świąteczne wielkanocne bez jajeczne śniadanie

maminy żurek z wegańską kiełbą

 Detoks na roślinach czyli pokaz gotowania w wykonaniu nono

event mega udany, przyszło jakieś 70 osób

prezent od nono na zakończenie imprezy





Za dwa pierwsze zdjęcia dziękuję Alanowi, reszta kiepskiej jakości robiona zastępczym fonem, bo niestety swój utopiłam.


Pozdrawiam K.

środa, 12 listopada 2014

kto i co najlepiej podnosi mi poziom endorfin

   Jadę sobie tramwajem i czuję że mnie łapie jakąś jesienna chandra, a tu SMSiak od moich wariatek. Zaprosiły mnie na późny obiad i mimo, że same nie są wege, ani tym bardziej wegan zrobiły mi wegańskie żarcie. Na obiados "przegrzebki" z sosem z białego wina i mleka koko i kaparami, a na deser, co prawda nie wegańskie, ale za to bezglutenowe ciasto pomarańczowo migdałowe. Postaram się niedługo zweganizowac ten przepis zobaczymy czy mi wyjdzie…

   Pogoda jaka jest każdy widzi, lubię jesień, ale musze się pilnować żeby za dużo nie rozkminiać i nie wpadać w ten „nieśmieszny” nastrój. Niezawodnymi sposobami na podniesienie poziomu endorfin są przyjaciele m.in. moje małpy z Krzyków, albo w tym przypadku moje wariatki z Daszyńskiego. Aby przetrwać ponure pory roku trzeba sobie znaleźć jakieś sposoby na doładowanie akumulatorów: spędzać jak najwięcej czasu z bliskimi ludźmi, dużo czytać, oglądać, chodzić na spacery, albo /w moim przypadku działa najlepiej/ na taniec. Każdy ma cos takiego, wystarczy się zastanowić co nas „podnosi”, myślę, że bez trudu można wymienić przynajmniej 5 takich „baterii”:

1.    Przyjaciele – małpy, wariatki i inne śmieszne stwory
2.    „Biesiadowanie” /jedzenie - najlepiej wegańskie, pogaduchy, śmiech/
3.    Spacery
4.    Głaskanie futer
5.    Taniec, ruch
6.    Czekolada „maj low” ;)

"przegrzebki" najlepiej smakują posypane świeżo zmielonym pieprzem

Gosia i Doris. Omnomnom :)

mistrz kuchni poleca, czyli "przegrzebki" w wykonaniu Gosi :)

przepis dla mnie "po polsku" :P

ciacho pomarańczowo migdałowe
Prezent od Doris, która w ostatni weekend eksplorowała łódzkie knajpy, opuszczone fabryki włókiennicze i odwiedziła też sklep firmowy "Pan tu nie stał".

 Pozdrawiam ciepło K.


wtorek, 4 listopada 2014

KOSMETYCZKA Cruelty Free

   Jakiś czas temu przyjechała z Niemiec moja przyjaciółka Aga i przywiozła mi po raz kolejny do wypróbowania wegańskie kosmetyki Alverde /tusz, puder płynie i puder mineralny sypki/ i pomyślałam sobie, że napisze kilka słów o tym co mam w kosmetyczce, co się sprawdza i jest wegańskie, a czego radziłabym unikać. Ciągle szukam kosmetyków o wegańskim składzie, niedawno odkryłam na stronie Essence, że niektóre z ich tuszy mają wegański skład, upewniałam się u Marty z Kocich uszu i się trochę jaram, bo są po prostu tanie. 

   Z tym wegańskim stylem życia to trochę jest tak, że czasem trzeba trochę poszperać, poszukać, zasięgnąć języka i okazuje się że na rynku dostępnych jest wiele alternatyw i możemy śmiało znaleźć coś dla siebie co będzie nie testowane na zwierzętach, bez żadnych odzwierzęcych składników i jeszcze niedrogie. A dlaczego to "nie testowanie" jest dla mnie takie ważne? Nie każdy do końca zdaje sobie sprawę, że tuszu do rzęs nie testuje się malując króliczkowi oczy, pasty do zębów myjąc małpie zęby i szamponu do włosów myjąc zwierzęciu w uroczej atmosferze sierść... Testy na zwierzętach w dzisiejszych czasach, kiedy mamy inne alternatywne opcje testowania, to "zwyczajny" sadyzm. Więc szukam alternatyw i unikam testowańców.

   Poniżej zamieszczam kilka sprawdzonych na sobie kosmetyków. W niektórych się zakochałam, ale jest też jeden kosmetyczny bubel. Kosmetyki Alverde można kupić w internetowym sklepie Drogeria Niemiecka, a tusze Essence są dostępne w sieci Superpharm.






Moja nowa miłość zawiera m.in. olej z pestek moreli. Pozwala osiągnąć efekt lekkiego naturalnego makijażu bez efektu maski. Jeśli oczekujemy większego krycia to musimy sięgnąć po podkład Gosh.









Uzupełnia podkład opisany powyżej, ma przyjemny kwiatowy zapach. Można go stosować samodzielnie.




 Fajny lekki i kryjący podkład, świetnie tuszuje szystkie zaczerwienienia i długo się trzyma. Dostępny w normalnych drogeriach.





Pozwala na osiągnięcie naturalnego efektu, rzęsy wymagają rozczesania. Bez szału.




 Za niecałe 10 złotych można pogrubić i wydłużyć rzęsy i osiągnąć znacznie lepszy efekt niż tuszem powyżej. Pewnie jeszcze nie raz go kupię.




Ma fajny ziołowy zapach i na tym jego plusy niestety się kończą. Po dwóch godzinach wyglądam jak miś panda z tuszem pod oczami. Powinien się nazywać antitalent :P
 


A dla niewtajemniczonych
mały przykład procederu wiwisekcji, którego NIE musimy wspierać. 



   Będę szukać jeszcze jakiegoś fajnego wegańskiego różu albo pudru w kulkach i cały czas szukam lakieru do włosów. Alverde ma naprawdę fajną kolorówkę, ale z dostępnością w Polsce jest problem, bo po prostu nie ma sklepów stacjonarnych, w których możemy to kupić, a nie każdy ma Agę, która robi takie prezenty, albo chce zamawiac przez neta, więc mam nadzieję, że uda się coś wyszperać u naszych rodzimych producentów. 

   Nadal eksperymentuję z farbami do włosów, żeby znaleźć upragnioną rudość i żeby było wegańsko, a przynajmniej bez testowania na zwierzętach, może niedługo coś o tym napiszę. Póki co zachęcam wszystkich do chodzenia na zakupy z listą nietestowanych produktów i rozkminianie, które są całkowicie wegańskie. Nie wspierajmy okrucieństwa.

Pozdrawiam K.

niedziela, 7 września 2014

Wegański beszamel i więcej weganizmu.


Zapiekanka pod beszamelem 

Ziemniaki, 
marchewka,
cebula,
uprażony na suchej patelni słonecznik,
posiekana natka pietruszki
2 szklanki mleka sojowego,
2 łyżki margaryny roślinnej/bezmlecznej,
Przyprawy: różowa sól himalajska, pieprz, gałka muszkatołowa, papryka mielona słodka, tymianek     

Przygotowanie: Marchew obieramy i kroimy na niezbyt cienkie plasterki/kawałki, ziemniaki też na nie za cienkie plasterki. Marchew wrzucamy do gara z wodą i gotujemy, po 10 minutach dorzucamy ziemniaki i oba warzywa obgotowujemy tak, żeby widelec dał się wbić ale ich nie rozgotowujemy. Cebulę kroimy w kosteczkę i smażymy do miękkości.
Sos: 2 łyżki margaryny roztapiamy na patelni i dodajemy 2 łyżki przesianej mąki, całość chwilkę zasmażamy, zaczną się robić takie bąbelki (nie przypalamy :P), dolewamy pomału 2 szklanki mleka sojowego, mieszamy pomału tak żeby nie było grudek. Dodajemy szczyptę soli, pieprzu i gałkę muszkatołową. Cały czas mieszamy, jak zgęstnieje i będzie jednolity to zdejmujemy z gazu.
Silikonową formę na tartę, albo jakąś inną smarujemy oszczędnie olejem i wysypujemy podgotowaną marchew i ziemniaki, przekładamy trochę podsmażoną cebulką /odsączoną z oleju, na którym się smażyła/, posypujemy prażonym słonecznikiem, sypiemy paprykę, sól himalajską i  tymianek, mieszamy. Całość polewamy sosem beszamelowym i zapiekamy ok. 20 min. W 180 stopniach, aż góra zrobi się złocista. Po wyjęciu z piekarnika posypujemy resztą uprażonego słonecznika i posypujemy natką. Smacznego! :)

Vegan lifestyle
W moim życiu jest coraz więcej weganizmu, jakiś rok temu zaczęłam ostrożne rozkminy tematu, zabawę przepisami, szukanie kosmetyków cruelty free. W miarę upływu czasu coraz więcej czytałam, trochę oglądałam i moja świadomość niektórych tematów znacznie wzrosła. Gdzieś pod skórą kiełkowała myśl o byciu real Vegan. W miarę ogarniania tematu pomału ograniczałam (rezygnowałam jest tu złym określeniem) jedzenie jajek i mleka. Wypróbowywałam też przepisy na sojtany, sojonezy, pasty, zapiekanki, dipy, pesta i całe mnóstwo innych pyszności. Coraz bardziej jarało mnie robienie sobie tego samodzielnie i odkrywanie wciąż nowych, nowych smaków. Jajek i mleka praktycznie nie kupuję, jogurtów też, śmietanę robię sobie sama, bo krowia mnie odrzuca. Sama nie wiem kiedy moje życie stało się takie wegańskie :). Nie muszę oglądać filmów nt. przemysłu mięsnego, mleczarskiego czy jajczarskiego, żeby wiedzieć, że taki proceder jest zły. Czasem mnie coś zainteresuje, obejrzę, a potem zbieram się jakiś czas plując sobie w brodę, jak mogłam przez dwadzieścia kilka lat się do tego przykładać. 
Kiedyś na początku drogi wege sama postrzegałam weganizm jako coś ortodoksyjnego i wynikało to z nieświadomości pewnych spraw, braku głębszego zainteresowania się problemem wykorzystywania zwierząt. Teraz myślę, czuję i rozumiem, że weganizm jest jakimś wyjściem, jakimś rozwiązaniem problemu, sposobem na ograniczenie masowego cierpienia i wyzysku zwierząt. Nie znam innego, który byłby łatwiejszy do wprowadzenia w swoje życie, rzeźnie i fermy same nie znikną, a zmieniając swój styl życia można to ograniczyć. 
Nie wiem, czy uda mi się być w 100% Vegan, nie wiem, na razie to wygląda tak, że przestałam też kupować sery. Zobaczymy, niczego sobie nie narzucam, wiele rzeczy przychodzi mi naturalnie, bez wysiłkowo inne wymagają więcej ogarniania. Póki co, cały czas jestem na etapie "weganizującego wegetarianizmu". Kiedyś przejmowałam się bardzo, co ludzie powiedzą na moje bycie wege, przerobiłam kilka nie fajnych sytuacji. Dopiero teraz, po kilku latach bycia wegusem pomału zaczyna mi to zwisać, sama nikogo nie indoktrynuję, nie chcę też żeby ktoś to robił w stosunku do mnie. Do cudzych wyborów podchodzę ze spokojem, przy wspólnym jedzeniu, nikomu nie mówię co i jak ma jeść. Każdy jest odpowiedzialny siebie samego i za to jaki świat kreuje wokół siebie. Ja jestem odpowiedzialna przede wszystkim za siebie i swoje wybory i na tym się skupię.
Jedyne futra jakie noszę: (od lewej) Kluska zwana Rysią i Bajka zwana Bajuchą diabliskiem :) sierściuchy śpiące na starym obrusie.
Pzdr.